niedziela, 11 marca 2018

Muzea Szczecina, cz. I

Przy okazji promocji książki w Szczecinie udało mi się odwiedzić tamtejsze muzea. Bez owijania w bawełnę: solidna porcja fotek!

Na pierwszy ogień idzie Muzeum Historii Szczecina, gdzie na parterze mamy całkiem zacną wystawę archeologiczną. Ekspozycja zaczyna się we wnętrzu chatki...

Foteczki można - i trzeba! - powiększać

...przynajmniej jeżeli mamy nieco wyobraźni. Chatki w czasach gdy stały wyglądały tak:


W środku mieszkali ludzie, mieli tamże naczynia, łopatki, wiaderka, a do piwnicy schodziło się po schodkach. W domu były też żarna i stępa do wyrobu oleju:


W kolejnych gablotach możemy oglądać różne akcesoria: klucze, krzesiwka, noże, kłódki...


... łańcuchy, nożyce i tym podobne drobiazgi zrobione przez kowala:


Jest nawet łupkowa osełka. Niżej są szydła kościane, grzebienie, czerpaki, pobijak ciesielski...


 ...tudzież cała skrzynka wrzecion i przęślików.


Niżej mamy wyroby miejscowego szewca:


W sąsiedniej gablocie największą uwagę zwracają fragmenty słynnych pomorskich pasiaków...


...ale i przepiękne ozdoby. Warto przyjrzeć się okuciom pochewek noży, szklanym paciorkom i wyrobom z bursztynu, wśród których znajdziemy lunulkę...


... i lity pierścień z krzyżykiem, razem z całą kolekcją pierścionków z metalu i szkła:


...ciekawe są też kościane szpile do włosów...


...oraz przepiękna grawerowana złota obrączka:


Oprócz tego można popatrzeć na kości i pionki do gry.


Niżej są znaleziska związane z prowadzeniem handlu: sakiewka, bursztyny, ramiona po wagach z brązu i odważniki do nich:


W kolejnych gablotach mamy już to co knurasy lubią najbardziej...


...broń, tudzież uzbrojenie wszelkiego rodzaju!


Szczególną uwagę zwracają piękne topory...


...i miecz znaleziony na Wyspie Puckiej, z głowicą typu E wg Ronalda Ewarta Oakeshotta:


Warto zwrócić uwagę na trzy pokrewne typy głowic w formie zbliżonej do kapelusza (Ronald Ewart Oakeshott, Sword in the age of Chivalry, London 1964. s. 92-94), które wywodzą się od wcześniejszych mieczy typu Y wg klasyfikacji Jana Petersena. 

Broni z głowicami typu C-E używano zasadniczo w XI-XIII w., przy czym największa popularność typów D i E przypada na XIII stulecie. Że co? Że za późne? O nie, moi mili! Biorąc pod uwagę rozwój kultury materialnej archeolodzy datują wczesne średniowiecze na Pomorzu do XIII w. włącznie, a jeśli ta trzynastka jednak nam nie leży, to i tak górną granicę można wyznaczyć co najmniej w XII w. XII wiek u Słowian to takie późne wczesne.

Obojętnie czy za umowną historyczną cezurę przyjmiemy chrystianizację Pomorza w 1124 r., śmierć księcia Warcisława czy może upadek Arkony - możemy pomachać mieczem z taką ciekawą głowicą. Przynajmniej typu C...


O tym jak można nim machać mówi Roland Warzecha, w tym oto krótkim filmiku, który gorąco polecam. Z powodu problemów technicznych - jakoś nie mogę okienka z jutuba tu wkleić! - proszę klikać w link.

Ostatnią częścią wystawy, przy której się zatrzymamy, jest gablota ze znaleziskami związanymi z religią Pomorzan.


Mamy tu bursztynowy krzyżyk i młot Thora jako świadectwo kultu obcych bogów, a także dwie świetnie zachowane drewniane figurki. 


Szczególnie interesująca, oczywiście ze względu na kształt szpiczastej czapki z otokiem, którą nosi,...


...jest głowa jakiegoś uśmiechniętego obywatela prześwietnego grodu Szczecina. Swoją drogą takie znaleziska, określane standardowo jako figurki kultowe, niekoniecznie musiały od razu przedstawiać słowiańskich bogów. Równie dobrze mogły być związane z kultem przodków, pełnić rolę czegoś w rodzaju rodzinnego albumu albo... po prostu zabawek.

Tym pozytywnym akcentem kończy się już powoli nasz wirtualny spacer, a ja zapraszam do lektury kolejnej części i na spotkanie autorskie w Warszawie, w piątek 23 marca, które odbędzie się o godz. 18:00 w Instytucie Historycznym UW.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystkie obrazy w tym tekście są własnością autora i zabrania się ich kopiowania i publikowania bez podania źródła.

niedziela, 4 lutego 2018

Pokój w Budziszynie

30 stycznia 1018 r. do znajdującego się w polskim ręku Budziszyna przybyło poselstwo Henryka II, ażeby zawrzeć pokój i zakończyć wojny toczone z Bolesławem Chrobrym od 1002 r. O tym, na jakie warunki przystała strona niemiecka możemy tylko przypuszczać i szukać tej wiedzy pośrednio. Dokładnej relacji brakuje. 

Brakuje nieprzypadkowo, gdyż autor głównego źródła i zarazem świadek tamtych czasów najwyraźniej się wstydził podać w swojej kronice warunki pokoju. Musiały one być ciężkie i upokarzające, skoro Thietmar (VIII, 1) napisał jedynie, że był to pokój nie taki, jaki być powinien, lecz jaki się dało zawrzeć...

Co było tak niewygodne dla merseburskiego biskupa, że wolał to raczej przemilczeć niż choćby krótko opisać?

Pomnik Thietmara przy katedrze w Merseburgu za www.mdr.de

Zacznijmy od szerszego oglądu na sytuację. Szesnaście lat, trzy wojny, zero widocznych efektów. Taki był bilans wysiłków cesarza Henryka II, który próbował poskromić ambicje słowiańskiego księcia. Chodziło o odwrót od wizji Ottona III, w której to Słowiańszczyzna pod wodzą naszego władcy miała być ważną częścią uniwersalnego cesarstwa, równorzędną z Germanią, Francją i Italią. Śmiały plan Ottona oparty na zgodnej współpracy chrześcijańskiego Zachodu wyraźnie wyprzedzał swoją epokę, i nawet w dzisiejszych czasach niezbyt udanych prób zjednoczenia naszego kontynentu można śmiało powiedzieć, że nigdy nie został zrealizowany. 

Symboliczne wyobrażenie koncepcji ładu europejskiego w zamyśle Ottona III, miniatura z Ewangeliarza Ottona III, fot. za ciocią Wiki - kliknij aby powiększyć ;)

Dlaczego?

Taki dyplomatyczny program budowy imperium w porozumieniu ze wschodnim sąsiadem był wyraźnie nie w smak tej części elit Rzeszy, której poparcie miał Henryk. W oczach większości panów niemieckich Słowianie byli raczej barbarzyńcami i kandydatami na poddanych, a zatem potencjalnym źródłem łatwych dochodów - i krótko mówiąc przedmiotem - niż samodzielnym podmiotem i równoprawnym partnerem w kształtowaniu politycznego porządku świata. Nie można się więc zbytnio dziwić, że Thietmar zdecydowanie bardziej sympatyzował z Mieszkiem, który nie odważył się nigdy wejść w kożuchu do domu, w którym wiedział, że znajduje się Hodo, ani siedzieć, gdy on się podniósł z miejsca (Thietmar, V, 10), niż z jego hardym następcą.

Pomnik Bolesława Chrobrego we Wrocławiu, fot. j.w.

Za niezależną i kłopotliwą dla elit Rzeszy postawę naszego władcy Thietmar winił Ottona III, któremu niechaj Bóg wybaczy [...], że czyniąc trybutariusza panem wyniósł go tak wysoko, że ten [...] ośmielał się wciągać pomału w poddaństwo wyżej od niego stojących i nęcąc ich czczą przynętą znikomych pieniędzy doprowadzać ich do niewoli i utraty wolności (ibidem). Nie wszyscy niemieccy możni podzielali jak widać punkt widzenia swojego monarchy. Niektórzy opowiadali się skrycie raczej po stronie Chrobrego. Kronikarz miał tu na myśli saską opozycję wobec rządów pochodzącego z Bawarii Henryka, którą z Bolesławem wiązały wspólne interesy i wspólni wrogowie - Lucice.

Budowa grodu w Behren-Lübchin za www.tojuzbylo.pl

Wojska Związku Lucickiego brały w ostatniej wyprawie przeciwko Chrobremu. 9 sierpnia 1017 r. oddziały idące pod pogańskimi znakami stanęły nieopodal Głogowa, jednakże razem Czechami i Niemcami pod dowództwem cesarza odstąpiły od grodu, choć Bolesław ukrywszy dookoła łuczników wyzywał do walki (Thietmar VII, 59). Henryk nie zdecydował się na przeprawę przez Odrę ani marsz w kierunku Wrocławia, kierując się ostatecznie pod Niemczę. Posłał tam przodem dwanaście legii [u Thietmara oddziały liczące po ok. 1 tys. ludzi - P. B.], wybranych z głównej siły zbrojnej [...] Ich zadaniem było odciąć pomoc, która miała nadejść dla tamtejszej załogi (ibidem). Pomimo tych środków ostrożności do grodu dostały się dwa rzuty posiłków przysłane Bolesława: jeden, którego nie udało się powstrzymać tym dwunastu legiomi drugi, który przedarł się przez straże pod samym nosem Henryka.

Henryk II na miniaturze we współczesnym władcy Ewangeliarzu z Seeon, fot. za ciocią Wiki

Gdy ten bez powodzenia próbował zdobywać Niemczę, Morawianie walczący po stronie Bolesława uderzyli na Czechy, zdobywając jeden gród i z wielkim łupem opuścili ten kraj nie poniósłszy sami żadnej straty (Thietmar, VII, 61). Oprócz nich inni wojownicy Bolesława napadli 15 sierpnia na gród warowny zwany Białą Górą, niestety nic nie wskórawszy. Nie lepiej szło Lucicom, i to nie tylko pod Niemczą. Duży ich oddział tych mianowicie, którzy pozostali w domu, napadł na inny gród wspomnianego księcia [Bolesława - P. B.]. Straciwszy tam z górą stu towarzyszy powrócili z ogromnym smutkiem i pustoszyli potem straszliwie jego dziedziny (ibidem). 

Uroczystości z okazji tysiąclecia obrony Niemczy

Naprzeciw lucickich oddziałów obrońcy Niemczy wznieśli krzyż. Następnie Udalryk próbował ze swoimi wspiąć się na wały obronne, lecz nic nie wskórał. Również zrzucono z nich Luciców, kiedy podjęli podobną próbę (Thietmar, VII, 63).  Chrobry, który przebywając we Wrocławiu oczekiwał na koniec oblężenia weselił się w Panu i brał udział w świeckiej radości swych wojów. Z górą sześciuset jego piechurów wtargnęło potajemnie do Czech (Thietmar, VII, 64). Niepocieszony cesarz rozpoczął odwrót i ruszył na południe: z ogromnymi przykrościami połączone było wkroczenie do Czech, lecz o wiele gorszy był odwrót z tego kraju (ibidem). Ostatnim akcentem sromotnej klęski Henryka było splądrowanie przez oddziały Chrobrego ziem między Łabą a Muldą i uprowadzenie stamtąd, jeśli wierzyć Thietmarowi, ponad tysiąca niewolników. Jak opisywał to kronikarz, cesarz przybył 1 października do Merseburga (Thietmar, VII, 65), gdzie dowiedział się, władca Rusów napadł na Bolesława tak jak mu był przyrzekł przez posła, lecz nic nie zdziałał przy obleganiu grodu (ibidem).

Rekonstrukcja twarzy Jarosława Mądrego na podstawie czaszki, fot. za ciocią Wiki

Wówczas już stało się jasne: 15 lat żmudnych wysiłków najpotężniejszego władcy Zachodu poszło na marne. Henryk, nawet sprzymierzony z Jarosławem Mądrym, nie zdołał pokazać Chrobremu jego właściwego miejsca i musiał zawrzeć z nim pokój, zresztą nie bez nacisków ze strony swoich książąt. Parę miesięcy później, w styczniu następnego roku, ostatecznie ustalono jego warunki w Budziszynie. Sądząc po frustracji jaką w biskupie Merseburga budziły sukcesy Chrobrego, Thietmar miał wiele szczęścia, że umarł nim polski książę nałożył na swoje skronie królewską koronę.

Chrobry w koronie na Drzwiach Gnieźnieńskich, fot. j.w.

Porozumienie z Bolesławem nie wynikało wyłącznie z bezowocności podejmowanych wysiłków, która w końcu jakoś nie zrażała cesarza przez te wszystkie lata. Równie ważna była świadomość kłopotów w Burgundii i Italii, gdzie Henryk niebawem wyruszył ze swoimi wojskami. Działania na południowym froncie miały też związek z polityką Bizancjum, które próbowało odzyskać swoje wpływy w Italii. W tej sytuacji warto było mieć wolną rękę na wschodzie, tym bardziej że także plany Bolesława miały pośrednio uderzać w pozycję związanego z Rusią i Waregami Konstantynopola.

Koronacja Henryka II wg Sakramentarza z Ratyzbony, fot. j.w.

W takim układzie, nawet pomimo tego że Henrykowi nie udało się zmusić Chrobrego do uległości, obu stronom opłacało się w końcu odwiesić broń na kołek. Polski władca zatrzymał w swoim ręku Milsko, Łużyce i Morawy. Gwarancją porozumienia stało się z jednej strony jego małżeństwo z Odą, córką margrabiego miśnieńskiego Ekkeharda, a z drugiej oddanie przez stronę polską niewymienionych z imienia zakładników. 

Płaszcz Henryka II, fot. j.w.

Różnica rangi tych osób, do których wymiany doszło podczas zawarcia pokoju, wyraźnie wskazuje na przewagę Bolesława. Świadczy o niej również gest cesarza, który dorzucił od siebie wspaniały podarunek: oddział 300 (Thietmar, VIII, 32) pancernych, posłany naszemu księciu na wyprawę kijowską. W ten sposób dawni wrogowie zostali sprzymierzeńcami

Nie uprzedzajmy jednak faktów... 

----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wpis powstał w ramach przygotowań do tysiąclecia bitwy nad Bugiem, 1018-2018

środa, 3 stycznia 2018

Wojskowość Słowian Połabskich?

Jak zacząć taką notkę? A przecież nie powinienem pytać: tyle lat pracy, czytania, siedzenia w bibliotekach, tyle pisania, że przecież...


...z zamkniętymi oczami i o trzeciej nad ranem, ze snu znienacka wyrwany mogę zaczynać z pamięci! Przynajmniej tak mi się zdaje. W takim razie lecimy...

Jest to wpis bardzo spóźniony, bo przecież światowa (pra)premiera była już na Wolinie, na początku sierpnia roku ubiegłego. Spis treści jest u wydawcy, na academii streszczenie, tudzież i nawet okładka na stronie ISBNu. Dlatego nie będę nic streszczać, nie chcę też znowu tłumaczyć co się zawiera w pojęciu historia wojskowości. Każdy kto tu zagląda, powinien już coś tam wiedzieć. Więcej poopowiadam na spotkaniach autorskich. Jedno, o którym zapomniałem Wam tu wspomnieć, już się odbyło we Wrocku...


...o innych obiecuję tutaj informować. Dodam, że na każdym będzie można kupić książkę w promocyjnej cenie, nie mówiąc już o tym, że i dedykację dostać od autora...


Skoro nie będzie tu omówień ani spoilerów, to o czym będziemy gadać? Chciałbym króciutko i oczywiście skrajnie subiektywnie ubrać w słowa najważniejszą ideę, która towarzyszyła mi w pracy.



Pierwsza sprawa to możliwość samodzielnego sprawdzenia tego, co różne mądre głowy pisały w grubych książkach odkrywając historię przed swymi czytelnikami, i przeżycia tej przygody na własną rękę. Takie rzeczy robi się oczywiście głównie w wyobraźni, ale przecież nie tylko. Ustalenia z fachowej literatury bierzemy na warsztat historyka, tudzież i zdrowy rozum, a niektóre można nawet sprawdzić na własnej skórze w reko. To jedna strona medalu.


Druga to podróż do źródeł, gdzie w nagrodę za podjęty wysiłek możemy sami zajrzeć pod podszewkę historiografii i naocznie przekonać się o tym, co poeta miał na myśli, względnie co dawne pokolenia badaczy widziały i chciały widzieć czytając teksty średniowiecznych autorów. To na co patrzyli autorzy sprzed tysiąca lat jest całkiem inną sprawą, ale własnoręczny rzut okiem ponad granicami łączącymi świat książkowej wiedzy z krainą dawnych tekstów oraz tym najbardziej zamglonym, rozsianym po fragmentach źródeł i zasadniczo nam dzisiaj nie w pełni dostępnym obrazem uniwersum ludzi średniowiecza - czyli dążenie do prawdy! - jest rzeczą wartą zachodu. Jednym słowem chciałem się do niej dokopać, albo wyznaczyć granice, do których można jej szukać. Zapraszam więc na tą drogę..


Za bardzo ogólnikowe, rozmyte, zagmatwane?  Drogi mój Czytelniku, parę pytań ode mnie:
1) Chcesz sprawdzić jak mają się teorie głoszone w książkach o życiu w średniowieczu do tego, co mówią źródła?
2) ...zobaczyć, jak się z tymi źródłami w praktyce obchodzić, czytać w nich omijając pułapki i słuchać co do nas mówią?
3) ...ciekawi Cię jak wczesnośredniowieczna wojna wyglądała z bliska, od strony zwykłego człowieka?
4) ...kto utrzymywał drużyny, z czego miał na to pieniądze? 
5) ...gdzie ci wojowie mieszkali, skąd wyruszali do boju, kto i jak nimi dowodził?
6) ...czym oni dokładnie walczyli, kiedy i w jaki sposób?
7) ...jak wyglądała strategia i taktyka połabskich wodzów?


8) A może chcesz wiedzieć coś więcej o samym regionie?
9) ...o osadnictwie i dziejach plemion Słowian Połabskich? 
10) ...ich sile i słabościach, a w końcu dlaczego historia potoczyła się w ten sposób, że nie mamy ich dzisiaj za swoich sąsiadów?
Jeśli choć kilka z tych punktów wzbudziło Twoją ciekawość, ta książka jest właśnie dla Ciebie!

Janusz marketingu :)

środa, 4 października 2017

Każdy krok zostawia ślad?

Dzisiaj będzie króciutko, ale za to treściwie. Tak jak za dawnych czasów. Starzy czytelnicy tego bloga może pamiętają, a niektórzy zapewne nawet i tam byli, historyczne warsztaty szewsko-kaletnicze w Arsenale. Ostatnio w tym samym miejscu otwarto wystawę pasującą do naszego tematu, która przyjechała do nas prosto z Gdańska, a tytuł jej taki oto: każdy krok zostawia ślad

A jaki ślad w pamięci jednego z bardziej leniwych blogerów III Rzeszypospolitej pozostał z wizyty w muzeum?


Całość jest poświęcona oczywiście obuwiu z czasów średniowiecza i nowożytności. Wystawa nie jest zbyt wielka, ot - jedna sala muzeum. Jednak nie liczy się ilość! Jak zatem przedstawia się jakość? Ano, całkiem ciekawie. W środku możemy zobaczyć zarówno współczesne repliki...


...jak i pracowicie zrekonstruowane zabytki:


Można tu znaleźć także trochę ciekawostek, jak śmieszne i niepraktyczne rogate pantofelki z XVI w., czy ciżmy cracoves absurdalnie długimi noskami. Wypychano je mchem, a szlachcie wolno było je nosić dłuższe niźli pół metra. Ach, moi panowie bracia, po prostu - tyle wygrać! Jak widać ofiary mody zawsze występowały w naszym społeczeństwie a średniowieczne ulice, podobnie jak te dzisiejsze, pełne były hipsterów


Wpływ trendów na zdrowie populacji obrazuje nam zresztą specjalnie zrobiona plansza z informacjami o deformacjach stopy i postawy, które można wyczytać z zniszczonych szczątków obuwia. Z reakcji zwiedzających wiem, że ten element może interesować fizjoterapeutów. Ciekawie też było popatrzeć na znaleziska patynek, muli i trepa starego, który przypomniał mi czasy kiedy nosiłem chodaki:

Leoben, Austria, 2008. Foteczki można powiększać...

Tu warto wtrącić, że nie jest to nazwa poprawna - drewniaki lub trepy to prędzej - gdyż w naukowej terminologii chodaki to proste obuwie z jednego kawałka skóry. Wracajmy jednak na miejsce. Plansze to stały element, ciekawy i bardzo udany. Zrobiłem dokumentację na swój prywatny użytek, ale nie będę tu wrzucał - zapraszam wszak na wystawę. A na zachętę jest raczek:


Oprócz tablic zwiedzający mogą obejrzeć film o dawnym szewstwie i konserwacji skórzanych znalezisk archeologicznych. W gablotach na środku sali znajdziemy za to zrekonstruowane gdańskie obuwie i narzędzia szewskie z różnych epok. Niestety, miłośnicy wczesnego średniowiecza nie mogą narzekać na nadmiar, że się tak wyrażę, wrażeń... 

Czy warto na chwilę tam wdepnąć?


Zdecydowanie tak. Tym bardziej, że - chociaż nie dam głowy, czy to akurat nie było z okazji pierwszego weekendu wystawy - można to zrobić za darmo. A będąc już w Arsenale zróbmy też jeden krok dalej, gdzie czeka prawdziwe piękno...


Na koniec ogłoszenia parafialne:
1. Panem i Jarlem jest Fradmar.
2. Pierwszy tom mojej książki o wojskowości Słowian Połabskich, której niedługo poświęcę kilka słów na tym blogu, można już kupić na stronie wydawnictwa Chronicon, tudzież i w dobrych księgarniach.

piątek, 31 marca 2017

Warsztat historyka

Dla niezorientowanych w temacie ten tytuł jest zagadkowy, i brzmi co najmniej dziwnie. Wiem, bo sam dobrze pamiętam, jak bardzo mieszane uczucia wzbudzały te słowa na studiach - a zwłaszcza na pierwszym roku! Chyba na wszystkich zajęciach wspominał ktoś coś o warsztacie, a ja się zastanawiałem: młotek mam kupić czy piłę?!


Rzecz szybko stała się jasna: swój warsztat historyk ma w głowie. Ewentualnie na półce, takiej bibliotecznej. Z niej bierze przeróżne narzędzia - intelektualne! Zarówno w węższym znaczeniu, które można by zamknąć skrótem NPH*, jak i w tym bardziej ogólnym, czyli metodologii tudzież erudycji. Czyli tym, co potrzebne do samodzielnych badań. Nie będę Was jednak zanudzał i pisał o żadnych teoriach, bo tak się akurat składa, że w niektórych przypadkach ten warsztat przybiera postać nieco praktyczniejszą. I jak najbardziej fizyczną...


Chcesz narysować mapkę? Musisz się, chłopie, narobić! Czy warto? To się okaże. Zacznijmy od początku...

Na początku jest teren, czyli Słowiańszczyzna. Są tego terenu mapki w starszej literaturze. I są też prawa autorskie, których trzeba przestrzegać. Jaka to zresztą przyjemność wrzucać do siebie na żywca skan z enerdowskiej książki? Na czymś się jednak opierasz, pamiętaj więc że nikt nie ma wyłączności na surową konturówkę części Europy. I każdy Twój przerys od kalki jest osobnym dziełem. Zatem - do roboty!


Po co przerysowywać, jak można zeskanować? Czy jest sens wrzucać to samo, tylko zerżnięte po chamsku z cienkopisem w ręce? Nie ma, jak dla mnie, żadnego. Dlatego opierając się na starszych mapach trzeba mieć swoje treści, które chce się umieścić. Prochu ani też koła drugi raz nie wymyślisz. Rysujesz zasięg lasów? Opierasz się na badaniach i jakiejś konkretnej mapce, więc podaj ją jako źródło. I rysuj ten zasięg lasów, przecinek jego mać!

Zasięg lasów na Słowiańszczyźnie Zachodniej wg Lecha Leciejewicza, Słowianie Zachodni... :)

W naszym warsztacie, jak widać, narzędzi całkiem jest mnogo. Pędzle i plakatówki, jeśli chcemy kolorów, kredki, flamastry, ołówki, kalki, wydruki, linijki, ekierki, no i... skaner. Bo właśnie komputerowo będziemy to wszystko obrabiać. Niektóre rzeczy jest łatwiej narysować ręką, a inne zrobić na kompie. Do tego używam GIMPa. Na początku jest ciężko to całe dziadostwo ogarnąć, czy raczej dziadostwa podstawy, ale posiadając nieco dobrej woli i przejrzysty tutorial można co nieco przyswoić. 


Do czego będziemy używać grafiki komputerowej? Przyda się przy napisach nanoszonych na mapkę, do rysowania strzałek, tudzież robienia poprawek. Można też zmieniać kolory, klonować i przeskalowywać powtarzalne detale. Kreślić szlaki handlowe i trasy przemarszu wojsk, wymierzać położenie punktów osadniczych, uaktualniać stan badań za nowszą literaturą. Do porównywania skali i liczenia odległości przydaje się Google-Earth. Stamtąd też można wziąć kontur...


W praktyce nasza praca będzie wyglądać tak, że najpierw kalka i kontur, rzeki, podziałka, grody. Potem skaner, do kompa, poprawki i wydruki. Następnie z kolei kredki, farby i inne takie, a potem znowu na warsztat, ten nasz wirtualny, gdzie całość już wykańczamy i robimy napisy.


Oprócz pracy z kolorem ciekawie jest też się zająć mapkami czarno-białymi. Czytelne, klasyczne i proste, są bardzo eleganckie i dobrze komponują się z tekstem jako przerywniki pomiędzy akapitami. Nie mówiąc już o tym, że tańsze gdy przyjdzie do drukowania...


Prócz mapek w porządnej książce muszą być obrazki. Znaczy - ilustracje. Archeologów na studiach uczą podstaw rysunku, ja ich niestety nie miałem. Trzeba się uczyć samemu. Co robić? Przerysowywać! Kalka to Twój przyjaciel. Tu sprawy się mają podobnie, jak powyżej z mapkami. Zaczynamy od szkiców, np. jakichś zabytków. Potem się bierzmy za ludzi, konie i takie tam różne. Dobrze pracować na zdjęciach - najlepiej tych, co sam robisz!


W miarę postępów w rysunku można wprowadzać do pracy swe własne modyfikacje. Chcemy żeby nasz jeździec nosił miecz typu X, zamiast zwykłego kijaszka? Proste! I jeszcze hełm mu dodajmy, i włócznie do łapy. Przeróbmy jakoś ten kaptur, bo giba się w tym jak rezus! Nie powiem, to różnie wychodzi. Czasami dosyć pokracznie...


Próbować jednak warto...

 

---------------------------------------------------------------------------------
*Nauki Pomocnicze Historii...